Smakosz

Pasja – dziwne słowo. Powinno być nacechowane pozytywnie ale dla mnie nie jest. Jeszcze dziwniejsze to pasjonat, mam wrażenie, że to taka osoba, która ma już dużą przeginkę na jakiś temat, wszyscy wiemy, że przeginki dobre nie są. A może jednak są? Skąd ta pasja tutaj… ponieważ są takie miejsca gdzie przecinają się drogi różnych pasjonatów. Dla mnie taką krzyżówką jest lotnisko, dla wielu miejsce komunikacyjne a  dla niektórych uosobienie marzeń. Marzeń o nieskrępowanym lataniu, o byciu pilotem kroczącym na czele załogi, podziwianym przez wszystkich wokoło i od którego decyzji zależy życie lub śmierć.

A co z drugą pasją? Napiszę krótko: wina. To co najmniej równie mocna pasja i nie mam na myśli uzależnienia alkoholowego. Pasjonaci smaku wina, jego cierpkości, bukietu, zapachu i ubogacającego aromatu podczas jedzenia. Jednocześnie jest to historia ludzkości, historia pokazująca jak z prostej chęci odurzania się alkoholem można wytworzyć ultra snobistyczną gałąź biznesu i hobby. Myślę, że jest to taka część historii, której brakuje Polakom i skąd po części biorą się nasze kompleksy narodowe – brakuje nam trochę takiej tradycji codzienności, tego by tkwić gdzieś dłużej, coś pielęgnować, udoskonalać i przekazywać z pokolenia na pokolenie.

Dla mnie ta krzyżówka to niesamowite połączenie, ponieważ jestem pasjonatem lotnictwa i win. Na lotnisku Zaventem jest sklep, który nazywa się Epicure czyli Smakosz. Trudno dziwić się nazwie i co ważniejsze, nazwa ta wcale nie jest na wyrost. Handlują winami i serami – niebezpieczną mieszanką, które jedno bez drugiego sobie trudno wyobrazić. Można pomyśleć, że przecież to można znaleźć w każdym supermarkecie… nic bardziej błednego. Co do rodzaju to się zgadza ale już nie dotyczy to gatunku. Znajdźcie mi sklep gdzie można kupić kilka win z winnicy  Lafite_Rothschild   czy też Cheval_Blanc albo może takie wino Pétrus (wine) ?  Na zdjęciach widać ceny, można się przestraszyć ponieważ cena nie obejmuje zakupu winiarni 😉

Przy okazji, to jest też ciekawa historia, pokazująca, że to konkretni ludzi i ich decyzje kształtują codzienność a nie jakaś niewidzialna ręka rynku, kierująca się racjonalnymi przesłankami (zdaje się, że właśnie ostatnia nagroda Nobla w ekonomii jest za badania nad nieracjonalnością decyzji). Napoleon III kazał stworzyć klasyfikację win z rejonu Bordeaux i w 1855 roku takaż powstała. Ówcześni brokerzy win stworzyli klasyfikację na podstawie reputacji winiarni (château) i ceny, co było ówcześnie wprost powiązane z jakością wina. Do dzisiaj przynależność do klasyfikacji i miejsce występowania ma przełożnie na wartosć i cenę.   

Wina a raczej winiarnie (château) w tym zestawieniu podzielone były wg ‘cru’. Premier cru albo Premier cru classé jest najwyższą klasą w klasyfikacji „Grand cru classé”. Ukryta tam też jest historia pychy i przekonania o własnej wielkości bardzo bogatych. Jedno z win wymienionych przeze mnie wcześniej czyli Lafite Rothschild nie znalazło się na początku w ‘primiere cru’. Nie była to sytuacja do zaakceptowania przez jedną z najbogatszych, a  może najbogatszej rodziny tamtych czasów czyli Rothschildów. Dekady zajęło im na lobbowaniu, aż w końcu w 1973, dopiął swego Philippe de Rothschild i Château Mouton Rothschild jest obecnie w najwyższym cru (primiere cru).

I pomyśleć, że tysiące ludzi przechodzi tam codziennie i nie ma pojęcia, że obcuje z wielowiekową historią, w którą zamieszani są najpotężniejsi i najbardziej wpływowi. A teraz demokratycznie, każdy może podejść i powybrzydzać albo puknąć się w głowę, 6000 Euro za wino? Świat zwariował… a może nie zwariował, tylko to właśnie pasja i pasjonaci pchają świat do przodu. Czy jakbyśmy byli racjonalni to rozwijalibyśmy uprawy by produkować wina albo latali po niebie?

Dodaj komentarz