Stephen King Mroczna wieża cz.2 Powołanie trójki

Czytam dalej. Początek w stylu Hirchcoca, czyli dużo akcji a potem coraz wiecej (niechcę powtarzać tego o trzęsieniu ziemi..). Autor dosyć szybko przerzucił akcję do współczesnosci (jeśli można to tak nazwać), co mnie wcale nie zachwyciło a wręcz czytało się to dziwnie. Polubiłem i zagościłem się w świecie Rolanda, mimo, że jest on postapokaliptyczną wersją XX wiecznego. Ale właśnie ta śladowa obecność techniki XX wiecznej z średniowiecznymi rytuałami i zachowaniami dawały ciekawy mix. Szybko okazało się, że zabieg ten (z przerzuceniem akcji) ma duży sens i w końcu dostałem to co lubię u Kinga, czyli dzieciństwo bohaterów wpisane w lokalność amerykańską oraz historię Ameryki. Historię, która wpływa na bohaterów bezpośrednio. Tło historyczne nie jest jest jedynie tłem ale sprawcą zamieszania w życiu postaci. Autor nie oszczędza, ani Rolanda, ani nowych bohaterów, którzy pod koniec książki bardziej przypominają wędrowców z krainy Oz, niż poszukiwaczy z Władcy pierścieni (do tej pozycji odnosi się sam autor we wstępie do całej serii). Powoli zaczynają się jedne rzeczy wyjaśniać, a inne dla odmiany matwają się jeszcze bardziej. 
6/10 

 

Dodaj komentarz