Stephen King Mroczna wieża cz.3 Ziemie jałowe

08/11/2018

Coraz bardziej jest dziwny ten cykl. Z jednej strony mamy motyw zupełnie znany, wręcz ograny ale jednocześnie całe otocznie jest na tyle nieoczywiste, że momentami zupełnie to ginie. Świat jaki kreuje King w tej części jest coraz bardziej nieprzewidywalny i coraz bardziej nierealny. Co mnie najbardziej porusza, to mroczność jaka bije z tego świata. Ale nie chodzi o okrucieństwo, czy mogłoby się zdawać, o jakieś potwory zamieszkujące te ziemie, tylko o beznadzieję ludzkiej egzystencji ludzi tam zamieszkujących. Filozoficznie patrząc na ludzkie życie, to ono jest w istocie pozbawione sensu, przecież cały czas zmierza do kresu, więc w czym problem w przypadku tej książki? Myślę, że chodzi o nadzieję, którą żyjemy, że może jak nie my, to nasze dzieci, albo ich dzieci będą miały lepiej. Żyjemy chwilami na które czekamy albo przeżywamy, czy też które chcemy przeżyć. Ludzie, których spotyka Roland i jego ekipa, takiej nadziei nie mają, żyją w świecie bez przyszłości, bez tego co napędza ludzi do działania, tego co nadaje życiu sens. To wszystko otoczone jest irracjonalnością miasta, w którym żyją, które w każdej sekundzie przypomina im, że dobrze to było, a wszystko toczy się w kierunku zagłady i jeszcze większej apokalipsy.
Nie wesoło.

Ale za to, książka rozpędza się powoli, jak pociąg dalekobieżny. Na początku niespecjalnie wiele akcji, by pod koniec przyspieszyć i gnać jak TGV na trasie Paryż – Marsylia. Swoją drogą, to czytam często jadąc metrem i o mały włos, ale przejechałbym stację docelową, tak mnie wciągnęła opowieść.

Jednak po przeczytaniu 3 części, potrzebuję na chwilę odpocząć od Rolanda… trochę czuję za bardzo. Jesień, listopada i Mroczna wieża, to za dużo smutku w tej chwili dla mnie. Ale wrócę, ponieważ Stephen King był bezlitosny, przerwał w takim momencie, że nie da się wytrzymać za długo!  

Dodaj komentarz