Stephen King Roland cykl Mroczna Wieża

Stephen King – nie wiem czy jest ktoś kto choć trochę interesuje się literaturą i nie zna tego pisarza? Myślę, że we współczesnej popkulturze jest pisarzem pomnikowym, który definiuje się sam siebie. Pewnie też wiele osób (jeśli w ogóle ktokolwiek czyta moje posty) zupełnie się z powyższym nie zgadza, ale tak to jest, że gusta mamy różne, że tak pojadę banałem. Ale o wielkości Kinga niech świadczą jego powieści, które napisał w różnych gatunkach – nawet genialny film The Shawshank Redemption (Skazani na Shawshank) jest na podstawie jego książki, czy inny bardzo dobry filmThe Green Mile (film) (Zielona mila).

Tą pogardzaną przez pisarzy głównego nurtu literaturą fantazy czy s-f zajmuję się, a raczej zaczytuję od czasu jak tylko zacząłem czytać, i zawsze przewijały się gdzieś powieści Kinga. Czytałem kilka jego horrorów, a ponieważ nie jestem fanem tego gatunku, to też nie „zczytałem” wszystkiego. A często czytałem odwołania w recenzjach czy innych opracowaniach do tego epokowego dzieła jakim jest „Mroczna Wieża”, więc na liście ‘do przeczytania’ pozycja cały czas była. I teraz zostałem przyciśnięty do ściany, żeby zdążyć z przeczytaniem przed premierą kolejnego filmu na bazie powieści Kinga czyli „Rolanda”. Na razie widziałem tylko trailer (premiera w USA była 4 sierpnia 2017) i zapowiada się bardzo dobrze, zresztą a taką obsadą, to trudno by był to słaby film.

Roland jest pierwszą częścią z cyklu – jak sam King przyznaje się w przedmowie, mocno wzoruje się na Tolkienie i spagetti westernach. Czyli nawet jak na uwarunkowania gatunkowe powieści, mamy bardzo ciekawe i nietypowe umieszczenie fabuły. Nie chcę się rozpisywać o Rolandzie, Człowieku w Czerni czy świecie z książki ponieważ najlepiej przekonać się o tym samemu.  

Można powiedzieć, że King „straszy” schematycznie – lubi zestawić codzienność z ukrytym złem. Takie zestawienie niepokoi chyba najbardziej, ponieważ takiego niebezpieczeństwa nie sposób uniknąć. Świat niewinności (dziecięcy) w zderzeniu ze złem jest jeszcze bardziej straszny. W tej powieści też używa tego „chwytu” ale jednocześnie całe otoczenie jest tak nietypowe, że mimo „czucia”, że to powieść Mistrza to jednocześnie jest bardzo nietypowa. Z innej strony zupełnie typowa dla niego, ponieważ w sposób niewiarygodny buduje nastrój przygnębienia i apokalipsy, czy beznadziejności życia. Zacząłem książkę od słuchania jej, ale ponieważ słucham głównie podczas jazdy na rowerze czy biegania, musiałem przestać, ponieważ tak mnie przygnębiała. Wróciłem do słowa pisanego i czyta się całkiem dobrze, zwłaszcza, że końcówka rozpędziła się i czyta się z ciekawości „jak się skończy”.

Polecam i zabieram się za kolejne części.

8/10

 

Dodaj komentarz